menu>
Ostatnie wypowiedzi na forum
23 listopada 2017, czwartek, Imieniny obchodzą:

Aktualności

10 lipca 2013

Pacjent bez nazwiska

Wczesnym rankiem w bramę Państwowego Sanatorium dla Nerwowo Chorych w Kościanie wjechał czarny samochód osobowy z warszawską rejestracją. Dyrekcja czekała. Telefonicznie uprzedzono z Ministerstwa Zdrowia w Warszawie, że Kościan otrzyma specjalnego pacjenta, którego trzeba strzec jak oka w głowie...

 

 

Ćwierć wieku temu ukazał się pierwszy numer miesięcznika "Wiadomości Kościańskie". Z okazji jubileuszu będziemy tego lata przeglądać bogate archiwum „WK” wybierając z niego teksty, z którymi warto zapoznać nowe pokolenia czytelników. Dziś tekst z pierwszego numeru, z czerwca 1988 roku. Tekst, który zauważyły ogólnopolskie media...

Pacjent bez nazwiska


Wczesnym rankiem, we wtorek 7 września 1954 r. w bramę Państwowego Sanatorium dla Nerwowo Chorych w Kościanie wjechał czarny samochód osobowy z warszawską rejestracją. Chudy cywil w popielatym prochowcu z podniesionym kołnierzem, w wysokich oficerskich butach, machnął portierowi legitymacją przed oczyma i wóz ruszył dalej – pod willę oznaczoną rzymską dwójką. Dyrekcja czekała. Telefonicznie uprzedzono z Ministerstwa   Zdrowia w Warszawie, że Kościan otrzyma specjalnego pacjenta, którego trzeba strzec jak oka w głowie. Szczegółów nie podano.

Pielęgniarz Wilczewski, poczciwy i dobry człowiek, nie potrafił w pewnej chwili powstrzymać okrzyku zdziwienia:
- Jezus, Maria! Panie dyrektorze! To przecież...
Dyrektor sanatorium dr med. Oskar Bielawski delikatnym ruchem położył mu dłoń na ustach.
- Ciszej, panie Wilczewski. To tajemnica wielkiej wagi państwowej...


RYGORY
   
Przybysza ulokowano w komfortowych na owe czasy warunkach, w „pojedynce” z radiem. Zastosowano wobec niego ostre rygory. Specjalnie wytypowani pielęgniarze – uprzednio zaprzysiężeni – czuwali nad nim nocą i dniem. Instrukcje dyrekcji były następujące:
• Nazwisko pacjenta należy trzymać w ścisłej tajemnicy przed otoczeniem, traktując jego pobyt  w Kościanie jako najwyższej wagi tajemnicę służbową.
• Nie wolno było dopuszczać do odwiedzin.
• Pacjent nie mógł mieć przy sobie pieniędzy.
• Nie wolno mu było przeprowadzać rozmów telefonicznych.
• Nie doręczano mu listów; nie pozwalano mu wysyłać korespondencji.
• Pielęgniarz pod żadnym pozorem nie mógł odstąpić pacjenta ani na krok.
• Jego kontakty z innymi kuracjuszami były szczegółowo kontrolowane.
• W przypadku najmniejszych wątpliwości pielęgniarz miał się zwracać, z pominięciem drogi służbowej, bezpośrednio do dyrektora.
   
Był więc to program leczenia zamkniętego z daleko posuniętą izolacją i stałym, ścisłym nadzorem. Obsługę poinformowano, że tajemnicza osobistość, o której w trzeciej osobie pisano zawsze przez duże „O”, na skutek przeżyć rodzinnych wpadła w depresję; że trzeba wszystko uczynić, by nie targnęła się na swe życie lub nie próbowała dalej zatapiać smutków w alkoholu, w którym przez kilka poprzednich dni pacjent wyraźnie szukał ukojenia.

KSIĄŻKI I PAPIEROSY
   
- Nikt z nas nie był głupi – opowiadał po latach p. Antoni Wilczewski, kościański pielęgniarz. Wszyscy czytaliśmy książki i gazety. A twarz naszego pacjenta znajdowała się nawet w podręcznikach szkolnych. Moi koledzy – Żak, Olejnik, Zakrzewski, Kister, Frąckowiak, Marszałek i pielęgniarka Patalasówna strzegli chorego nieustannie, nie odstępowali od niego. Wiedzieli kto to jest...
   
Przez cały czas pobytu w Kościanie, chory nie przespał ani jednej nocy. Dużo czytał, obłożony książkami z sanatoryjnej biblioteki; sięgał codziennie po stosy gazet, słuchał radia, spalał niesamowite ilości papierosów, poza tym grał w szachy, stawiał preferansa i rżnął w „baśkę” ze swoimi „stróżami”. Od pierwszego dnia nie mógł się pogodzić z ostrym rygorem, szczególnie protestował przeciw całodobowej obecności pielęgniarzy w jego pomieszczeniu.
   
7 września z rana był jeszcze senny, zjadł pół bułki, trochę sera i wypił dwie filiżanki kawy. Po obudzeniu wzywał dyrektora, który do niego nie przyszedł; żądał też uwolnienia go spod opieki pielęgniarskiej. Siedem razy wspominał o tragicznej śmierci swej córki.
   
8 września stał się rozmowny. Opowiadał o swoich przeżyciach zagranicą, o miłości do Ojczyzny. O zmarłej córce wspomniał tylko raz. Za to dużo mówił o wojsku i o wojnie. Przytoczył fragment wiersza: „Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz – Polskę, kiedy rzucą przed siebie grom, kiedy ruszą żelaznym wojskiem i pod drzwiami staną, i nocą kolbami w drzwi załomocą – ty, ze snu podnosząc skroń, stań u drzwi. Bagnet na broń!”.

DOKĄD PŁYNIEMY
   
Nie żyjący dziś p. Antoni Wilczewski przekazał mi sporo zdjęć i pamiątek ze swej pracy w kościańskim Sanatorium. Miałem także to szczęście, że za jego życia spotkaliśmy się kilkanaście razy. Potrafił wspaniale opowiadać, miał wyśmienitą pamięć; zdawał sobie sprawę widocznie, że pracując jako pielęgniarz współtworzy historię regionu i staje się jej świadkiem. Był zaufanym człowiekiem dr Bielawskiego, o wszystkim wiedział, do wszystkiego miał dostęp...
   
9 IX 1954 r. Pacjent Władysław po obiedzie siadł na łóżku i rozpoczął opowieść o swej córce. - Umarła, tak się tym przejąłem, że przywieźli mnie do Kościana w obawie, abym nie popełnił samobójstwa. A przecież chcę żyć. Moja Anka! Dla niej pisałem poemat „Wisła” - „Rzeko piękna, rzeko polska, rzeko mojego życia – dokąd płyniemy? Jeśli u twoich ujść jest moja radość ostatnia, zabierz mnie, piękna polska rzeko – Wisło..”
   
10 IX 1954 r. Pacjent Władysław stale czytał książki. Mówił mało, chwilami wpadał w zadumę. Bardzo mu smutno, że go nikt nie odwiedza. - Czuję się jak w więzieniu – powiadał. Wieczorem wyszliśmy na spacer do parku. Opowiadał mi jak czuł się, kiedy aresztowano go w 1931 r., mówił o swoich wierszach – jak je pisze, jak je tworzy. Deklamował niektóre: „Jeśli nie lękasz się pieśni stłumionej złowrogiej i głuchej, gdy serce masz męża i jeśli pieśń kochasz swobodną – posłuchaj. Szeroka, szeroka jest ziemia, gdy myślą ogarnąć ją lotną, szeroko po ziemi więzienia, głęboka w więzieniu samotność...
   
Tak było dzień po dniu, noc po nocy. Ruchliwy pacjent Władysław nie mógł znieść izolacji. Był to duch twórczy i niespokojny. Nieustannie domagał się usunięcia pielęgniarzy osobistych. Ale na wysokim szczeblu zdecydowano, że ma być tak, a nie inaczej. Mimo rygorów – przebił się przez opiekunów, z pomocą jednego z nich; wysłał z Kościana przynajmniej dwa listy – w tym jeden do żony Wandy w Warszawie. Nawiązał też kontakt z przebywającym w Kościanie na kuracji członkiem ówczesnego Komitetu Centralnej partii – Kozłowskim. Spacerowali razem po parku i rozmawiali.

GŁODÓWKA
   
27 września miał pierwsze odwiedziny z zewnątrz. Przyjechał do niego „ktoś” z Warszawy. Po godzinnej rozmowie z nieznajomym pacjent był wyraźnie podenerwowany, ale uspokoił się szybko. Oświadczył obsłudze, że od dziś przestanie przyjmować pożywienie i lekarstwa – słowem urządza głodówkę. Do pielęgniarzy pretensji nie miał, traktował ich nadal serdecznie, żartował i po kilku godzinach rozegrał kilka zwycięskich partii w szachy.
   
Głodówka była żelazna i trwała 6 dni. Chory pił tylko kilka szklanek ciepłej wody z cukrem dziennie i … mizerniał w oczach. Na najwyższym szczeblu nastała panika. Pielęgniarz Wilczewski wspominał:
    
- 3 października 1954 r. To była na pewno niedziela. Namawialiśmy jeszcze pana Władysława, żeby zjadł coś. - W żadnym wypadku – powiedział – ja zdania nie zmieniam! Pił wodę z cukrem i palił ogromne ilości papierosów. W południe zrobił się szum.  - Sam minister przyjeżdża!
   
- Były to czasy, w których na każdy przyjazd przedstawiciela rządu miasto flagowano. Poleciałem po flagę. Po drodze zatrzymał mnie wicedyrektor administracyjny Stanisław Ławniczak. - Panie Wilczewski, dokąd pan biegnie? - Dokąd? - po flagę, minister przyjeżdża. - Niech pan sobie daruje, minister jest tutaj incognito. - Jak? - No wie pan, potajemnie. Nikt nic nie wie... Po dwunastej do willi II wszedł minister; długo rozmawiał z panem Władysławem. O wpół do szóstej wieczorem nasz pacjent wsiadł do samochodu ministra Zdrowia – Jerzego Sztachelskiego i wraz z nim odjechał do Warszawy...

*
Kuracja kościańska – obok zaawansowanej choroby wątroby – ujawniła u pacjenta ślady przebytego w 1952 r. zawału w ścianie tylnej serca; zawału dotkliwego i rozległego. Cały ten epizod z życia wybitnego poety Władysława Broniewskiego (on jest bowiem bohaterem tego artykułu) nie jest znany historykom literatury. Nigdzie nic na ten temat nie napisano, uznając incydent i nałóg za rzecz wstydliwą.
   
Rozgłośnia „Wolna Europa” była wtedy silnie zagłuszana tak, że głos ledwie dochodził skrawkami słów z dzikiego warkotu; nasza prasa hermetycznie blokowana nie nadała sprawie rozgłosu, więc w Kościanie nie widziano – poza wąską grupą wtajemniczonych – że 1 września 1954 r. w swym mieszkaniu tragicznie zmarła ukochana córka poety Joanna z d. Broniewska Kozicka. Była - niewątpliwie – perłą jego życia. Długo jeździli ze sobą po Mazowszu. Anka – tak na nią mówił ojciec – kręciła film o pięknie polskiej ziemi i o królowej polskich rzek. Podkład słowny pod zdjęcia stanowić miał poemat „Wisła”, który Broniewski rozpoczął i niestety – nie dokończył. Obraz córki zatrutej gazem prześladował go w snach. Psychika poety nie wytrzymała tej tragedii.
  
 Przypominam sobie jak w 1959 r. Władysław Broniewski – zdaje się na sali kościańskiego Gimnazjum – spotkał się z młodzieżą. Był tragicznie zmęczony. Zadeklamował zachrypniętym głosem „Komunę Paryską”, „Bagnet na broń”, a później już – aż do końca długiego spotkania mówił o Ance – jaka była i jaka byłaby. Wrażenie wstrząsające – jak Jego poezja. Spotkanie skończył strofami:
„Córko moja nieżywa,
o! brzozo!
pieśni nić niegodziwa
chce mnie spętać trumiennie
i – zatruta – być we mnie
o! brzozo!”
  
 Zmarł 10 lutego 1962 r. w Warszawie. W moich prywatnych zbiorach przechowuję list do dr. Oskara Bielawskiego, napisany przez poetę w stolicy 4 października 1954r.:
„... po moim wyjeździe z Kościana, dziękuję za przesłane mi życzenia zdrowia i rozwagi i ze swej strony przesyłam panu doktorowi i jego personelowi lekarskiemu życzenia takie same... Załączam ukłony dla obojga Państwa i dla dr. Gryglika. Z poważaniem W. Broniewski.”
    Na dole dopisek: „Szanowny Panie dyrektorze. Dziękuję bardzo za list i łączę wyrazy poważania (-) Wanda Broniewska.”


Jerzy Zielonka

27/2013

Powrót
Oceń artykuł: 15 9

Komentarze (15) zobacz

    • -1 (1)

    Olka, w dniu 10-07-2013 10:55:51 napisał:

    Jeden z najpiękniejszych artykułów jakie przeczytałam na tym portalu... Mój ulubiony poeta z czasów liceum. Czy istenieje jakaś strona z zapiskami tudzież wspomnieniami Pana Zielonki?

    odpowiedz

    • -1 (1)

    sad, w dniu 10-07-2013 11:40:18 napisał:

    Nie znam za bardzo Broniewskiego bo jak mnie sie wydaje komuna byla mu nie przychylna albo odwrotnie?

    odpowiedz

    • 0 (0)

    M., w dniu 10-07-2013 11:53:47 napisał:

    do 1 - nie ma, ale w koscian.net znajdziesz wiele jego historycznych tekstów. Wystarczy skorzystać z wyszukiwarki na stronie i gotowe. Pozdrawiam.

    odpowiedz

    • 0 (0)

    markus, w dniu 10-07-2013 12:12:19 napisał:

    Patron szkoły nieistniejącej nr.76 w Poznaniu której byłem absolwentem [1969-1977]

    odpowiedz

    • 0 (0)

    Basia, w dniu 10-07-2013 12:29:59 napisał:

    W każdej z biografii Pana Broniewskiego jest wzmianka,że po śmierci córki Joanny "Anki" przeszedł załamanie nerwowe i przebywał w Kościańskim Sanatorium. Bardzo fajny pomysł aby przypomnieć stare piękne artykułu.

    odpowiedz

    • 0 (0)

    Absolwentka, w dniu 10-07-2013 12:45:53 napisał:

    W roku szkolnym 1972-73 uczniowie Szkoły Podstawowej nr 2 otrzymali nowy budynek przy ulicy Broniewskiego 10 (obecnie os. Piastowskie 47). 13 maja 1978 roku patronem szkoły został polski poeta Władysław Broniewski. Wręczenie sztandaru - 23 maj 1984 roku.

    odpowiedz

    • 1 (1)

    Giant, w dniu 10-07-2013 13:13:07 napisał:

    watch?v=nHMhnBWUcBE W tym filmie jest trochę na ten temat powiedziane. Nie jest to jednak tak kolorowe jak ten artykuł.

    odpowiedz

    • 0 (0)

    Malkontent, w dniu 10-07-2013 19:45:55 napisał:

    Komuna byla mu przychylna i wzajemnie.

    odpowiedz

    • 1 (1)

    Ela, w dniu 11-07-2013 21:30:40 napisał:

    Istnieje też druga, zupełnie inna wersja pobytu W. Broniewskiego w Kościańskim Sanatorium jak i powodu dla ktorego został tutaj przywieziony i więziony.....był emitowany w TV na ten temat film pt. Errata do biografii W. Broniewskiego. Warto się z nim zapoznać. Wyrażnie z jego treści wynika, że była też druga strona medalu całego wydarzenia o wiele bardziej drastyczna. Opisywał to bardzo obszernie swego czasu pracujący w Sanatorium, dzisiaj nieżyjący już lekarz psychatra dr. Jan Tomaszkiewicz. Gdzie wiec leży prawda? Myśle,że zawsze gdzies pośrodku....

    odpowiedz

    • 0 (0)

    bogna, w dniu 11-07-2013 21:43:05 napisał:

    Do Malkontenta......masz rację komuna była mu przychylna tylko do momentu, gdy spełniał warunki ówczesnych władz.....przychylnosć jednak sie skończyła gdy zorientował się jakim bagnem byl tamten system! przeciwstawił sie i musiał zapłacić. Spotkała go więc, tak często stosowana wtedy dla przeciwników politycznych....tzw. Psychuszka!

    odpowiedz

    • 1 (1)

    ANDY, w dniu 12-07-2013 08:58:28 napisał:

    Zgodę sie z Elą. Widziałem film przygotowany przez TVP z cyklu errata do biografii. Zastanawiam się, jak w kontekście cytatów z listów Wł. Broniewskiego do żony (przedstawionych w filmie) wysyłanych potajemnie ze szpitala, gdzie nazywa dr. Bielawskiego łamaczem charakterów (i nie tylko), ma się ten list na końcu cytowany w artykule Pana Zielonki. Chciałbym poznać prawdę. Poza tym wywiad z dr Tomaszkiewiczem (przedstawiony w filmie), też kładzie inny obraz na pobyt poety w Kościnie. Zachęcam wszystkich do obejrzenia tego dokumentu. Myślę,że przedstawion tam szersz kontekst pobytu Wł .Broniewskiego w Kościanie.

    odpowiedz

    • 1 (1)

    Anonim, w dniu 12-07-2013 09:57:42 napisał:

    Do poczytania dla zwolenników "komunistycznych psychuszek stalinowskich": http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1522237,1,kto-wyslal-broniewskiego-na-leczenie.read

    odpowiedz

    • 0 (0)

    rybka, w dniu 12-07-2013 11:06:07 napisał:

    Do pana Tomaszkiewicza mam duży dystans, szczególnie dla jego teorii.

    odpowiedz

    • 0 (0)

    mieszkanka, w dniu 13-07-2013 21:40:00 napisał:

    Dystans można mieć do czlowieka i tego co mówi, ale fakty są faktami! a na filmie wyrażnie widać listy pisane ręką poety gdzie skarży się na stosowane wobec niego środki przymusu, przemoc , bezsilność i wynikającą z tego samotność. Chylę głowe przed autorem ktory miał odwage aby dociekac i poszukiwać prawdy. FAKTOM nie da się zaprzeczyć.

    odpowiedz

    • 1 (1)

    Atena, w dniu 07-08-2013 12:01:05 napisał:

    Prawda jest bolesna. 1. Broniewski wielkim poetą był, ale 2. Był notorycznym alkoholikiem i leczyć się powinien nie w 1953 roku, ale od dawna. 3. Po wojnie był pupilkiem towarzyszy - piewcą komunizmu. 4. Do szpitala w Kościanie przywieziono go w stanie alkoholowej depresji za zgodą żony, która pozostawała w w ścisłym kontakcie z lekarzami. 5. Istniał otwarty konflikt między żoną Broniewskiego a tragicznie zmarła córką Anką, o czym otwarcie pisze teraz wnuczka poety. 6. Grypsy? Mało kto leczony z alkoholizmu przyznaje się do choroby; większość czuje się pokrzywdzona i po kilku dniach ucieka. 7. Broniewski był ofiarą samego siebie i alkoholu, dlatego dał się wykorzystywać reżimowy, bo był uzależniony. 8. Czynienie z niego ofiary komunizmu jest manipulacją. 9. Zielonka jest bliżej prawdy niż śp. Tomaszkiewicz czy reż. Braun.

    odpowiedz

Uwaga! Internauci piszący komentarze na portalu biorą pełną odpowiedzialność za zamieszczane treści. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do ingerowania lub całkowitego ich usuwania, jeżeli uzna, że nie są zgodne z tematem artykułu, zasadami współżycia społecznego, a także wówczas, gdy będą naruszać normy prawne i obyczajowe.

STOP HEJTOWI - PAMIĘTAJ - NIE JESTEŚ ANONIMOWY!
Jeśli zamierzasz kogoś bezpodstawnie pomówić, wiedz, że osobie pokrzywdzonej przysługuje prawo zgłoszenia tego faktu policji, której portal jest zobligowany wydać
numer ip Twojego komputera: 54.158.214.111

dodaj komentarz

Dodaj komentarz

kod weryfikacyjny

Komentarz został dodany. Pojawi się po odświeżeniu strony.
Wypełnij wymagane pola!

Złap aktualne okazje z Kościana i okolic na superokazje.net !

ORZECH - SUPER JAKOŚĆ ! NAJLEPSZA CENA !
DUSZYŃSKI 750zł/tonaPLN
EKOGROSZEK GAT.I kl.28 SUPER PRODUKT !
PRYZMAT 880PLN
Kamień granitowy biało-szary niesort
PRYZMAT 140 zł/tonaPLN
Promocja
KAMIEŃ CIĘTY
Kamień polny cięty w cenie 1zł/kg (80zł/m2) TRANSFER WIDZISZEWOPLN

Ogłoszenia drobne www.ogloszenia.koscian.net

zobacz wszystkie